Od pewnego czasu realizuję projekt o budynkach w Warszawie, które nie pasują do otoczenia. Jego pierwszą odsłonę można zobaczyć tutaj, na mojej stronie. Zapraszam! Gdyby ktoś chciał się podzielić uwagami, proszę pisać, będę wdzięczny.
To musiał być deszczowy dzień. Albo roztopowy. Nie umiem sobie przypomnieć, tak długo nie wyciągnąłem tej połówki negatywu z kasety.
--
Miejsce, którego niedługo nie będzie. Podobnie jak wielu innych. Niekiedy oglądam zdjęcia, które zrobiłem kilka lat temu, wracam do miejsc, które znam jak własną kieszeń i widzę, ile się zmienia. Miasto z uporem godnym toczącego się walca drogowego dociera tam, gdzie nie chciałem go widzieć. Trudno się z tym pogodzić.
Na ulicy Kłobuckiej znajduje się areszt śledczy. Jeśli, jadąc od ulicy Bokserskiej, skręci się zaraz za nim w prawo, trafia się tu. Czasem stoi tu przyczepa, czasem skład kontenerów, czasem nie ma nic ponad wszechobecne błoto, ujądającego psa i wiecznie opuszczoną wieżyczkę strażniczą.
Cztery pieczarki. Przygotuj się na wielki plon!
***
Proszę nie posądzać mnie o kryptoreklamę; zwyczajnie bardzo podobają mi się naczepy tirów pozostawione na noc na parkingach. Takie, które ozdobione są jakąś grafiką, zdarzają się stosunkowo rzadko.
Eksploruję Wolę i Bemowo. Najwyższy poziom, na jaki można wjechać. Deszcz i wiatr biją po twarzy, zaraz lunie. Zdjęcie jakby tym wszystkim niewzruszone.
Blaszak. Właściwie zrobiłem już takie zdjęcie, rok temu i gdzie indziej. Przydałyby się chmury(?).
- Zawsze się gubię w Ursusie. Co za dziwna dzielnica.
Inny fotograficzny projekt ugrzązł właśnie na etapie wstępnym, więc zrobiłem zdjęcie w nocy. Tak długo nie sfotografowałem nic, co chciałbym obejrzeć na ekranie, że aż zapomniałem, gdzie na dysku zapisują się skany...