środa, 29 października 2008

Czym jest odbitka?

Przypadek ojcem refleksji. Podczas ostatniego posiedzenia w ciemni przypadkiem zaświetliłem jeden arkusza papieru. Właściwie to nie byłem pewien, czy go zaświetliłem, ale wolałem już nie używać tego arkusza. Zostawiłem go więc na stole obok powiększalnika, wyjęty z opakowania i swobodnie zapalałem światło z nim na wierzchu, dalej robiąc inne odbitki. W miarę upływu czasu papier zaświetlał się coraz bardziej, a ja coraz bardziej przypominałem automat do produkowania odbitek. Mimo, iż światło w łazience oświetlało go długo, czerniał powoli, gdyż nie wrzuciłem go do wywoływacza. Na moment zapomniałem o nim, w zmęczeniu i walce z czasem, by zrobić jeszcze kilka odbitek, aż nagle w pewnym momencie spostrzegłem, że papier zrobił się szaro-siny. Widziałem to już wcześniej, bo przecież nie raz zdarzyło mi się zaświetlić papier, nie było to nic nowego, a jednak mnie uderzyło. Tak jakbym się ocknął. Zapaliłem światło i począłem obserwować, co się z nim dzieje. Przed chwilą jeszcze jak wariat robiłem kolejne nieudane odbitki, niemal jak robot. Nie zastanawiałem się, co ja właściwie robię. W tym czasie papier czerniał powoli, w tempie żółwia na urlopie. Zatrzymałem się na moment w amoku pracy i wtedy dotarło do mnie, iż do tej pory ani przez chwilę nie zastanowiłem się, czym jest to, co suszy się pod stołem. Czym właściwie jest odbitka? Zaczerniający się spokojnie papier też jest przecież jakąś odbitką, a powstawał w tak zaskakująco innym tempie niż to, co robiłem rękami ja. On tylko leżał. To był chyba ten moment, w którym udało mi się spojrzeć na odbitkę nie jak na kawałek papieru z obrazem mojego zdjęcia. Przez moment widziałem odbitkę jako papier pomalowany światłem; widziałem jej fakturę i kształt. To były dziwne wizje i dziwne myśli. Myśli bardzo nieśmiałe i niepoukładane. Bardziej wrażenia. Mam przeświadczenie, że wtedy coś mi się w głowie przełamało. Niedługo później poszedłem, również dość przypadkiem, gdyż było to obowiązkowe wyjście ze szkołą, na wystawę twórczości Włodzimierza Pawlaka (skądinąd świetną). Pierwsza część składała się z bardziej konwencjonalnych prac, natomiast druga była tak naprawdę analizą istoty obrazu, jego formy, struktury. Oglądałem, zwiedzałem i powoli, małymi kroczkami, po doświadczeniu z ciemni zacząłem czuć (bo nie widzieć, to jeszcze za dużo powiedziane), sens malowania czarnego kwadratu na białym tle.

7 komentarzy:

Adam pisze...

"sens malowania czarnego kwadratu na białym tle. "

A ratunku nie mów tak :P
przecież to nie ma sensu. widziałem więcej obrazów Malewicza i chyba większość to czarne coś na białym tle no chyba że akurat było białe coś na czarnym tle :P

suchar pisze...

Ja akurat odnoszę się do malarstwa Włodzimierza Pawlaka :) W obliczu całej twórczości - analiza tego, czym jest sam obraz, ma chyba sens ;) Poza tym, to chyba musi być niesamowite uczucie, gdy dochodzisz do etapu białego kwadrat na białym tle (Malewicz) i po ukończeniu takiego obrazu nie masz już co malować. To tak, jakbyś już namalował wszystko :)

fala pisze...

z jednej strony to musi być niesamowite, choć z drugiej... przeświadczenie, że się już wszystko powiedziało/napisało/namalowało może być zwodnicze, bo jest przygnębiające, a jednocześnie błędne i trochę pyszne. więc prowadzi do ślepej uliczki, co nie jest w żadnej sztuce pożądane...
ale bardzo mi się ten wpis spodobał - nie myślałam o tym nigdy w ten sposób. a to w sumie ciekawe - bo kto może dokonać lepszego studium obrazu, niż malarz?
nie widzę jeszcze sensu w poezji ani malarstwie abstrakcyjnym, ale chyba mogę zrozumieć powoli ich istotę :)

Kudły pisze...

e w kwestii malarstwa to trochę sie zgadzam z A. Hitlerem Klasycyzm antyk tymi stylami powinno się malować a nie jakieś kwadraty :)
no tylko on narzucał swoją wole a ja po prostu nie oglądam tych kwadratów :P

ma2o pisze...

wiesz co, po przeczytaniu tego artykułu znalazłem w sobie chęć bliższego poznania fotografii tradycyjnej - tym bardziej że mam od kogo :) < zaskakujące >

suchar pisze...

Bardzo się cieszę :) Powodzenia!

jed pisze...

"przeświadczenie, że się już wszystko powiedziało/napisało/namalowało może być zwodnicze, bo jest przygnębiające, a jednocześnie błędne i trochę pyszne"

Pięknie to opisałaś.