Pokazywanie postów oznaczonych etykietą refleksje. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą refleksje. Pokaż wszystkie posty

środa, 29 lutego 2012

10 000

Zerknąłem w statystyki i okazało się, że mój blog został odwiedzony już ponad 10 tysięcy razy. Dla mnie to bardzo dużo - dziękuję! Cieszę się niezmiernie, że tyle osób tu zagląda. Postaram się nie rozczarowywać kiepskimi zdjęciami, choć z pewnością tego nie uniknę. Do zobaczenia :)

Przy okazji odkryłem, że jakiś biedny człowiek trafił na mojego bloga po wyszukaniu słów "bar na wymiar" :) Musiał się rozczarować. Śmieszne rzeczy można znaleźć w statystykach.

piątek, 21 października 2011

Basia Sokołowska "O czekaniu"

Na fotopolis.pl pojawił się bardzo ciekawy felieton Basi Sokołowskiej. Tekst traktuje o tym, co w fotografowaniu na kliszy zawsze wydawało mi się pociągające i stymulujące, czyli o czekaniu, błogiej niewiedzy, co właściwie udało się uwiecznić. Nigdy jednak nie sądziłem, że chodzi o "odroczoną przyjemność". Warto przeczytać ten niedługi felieton również ze względu na, wręcz wzruszającą, historię pewnego cyklu zdjęć Gregory'ego Crewdson'a. Fotografia z pewnością może także posiadać wymiar leczniczy.

wtorek, 6 września 2011

Piekarnia


Wizyta w piekarni SPC przy ulicy Lubelskiej zakończyła się między innymi takim zdjęciem. Niesamowite, jak zupełnie niezamierzony element (człowiek w drzwiach) potrafi zmienić kompozycję, na lepsze!

Jednocześnie chciałbym serdecznie podziękować panu Tadeuszowi Grzędzie i wszystkim osobom związanym z SPC, które mi dziś pomogły i umożliwiły fotografowanie na terenie zakładu. Dziękuję!

To mój setny post na tym blogu. Ojej, dużo.

wtorek, 23 sierpnia 2011

Rozmowy "o fotografii"

Większość rozmów, które ostatnio przeprowadzam podczas fotografowania brzmi mniej więcej tak:
-Dzień dobry, ma Pan pozwolenie na fotografowanie tego budynku? (najbardziej kreatywna wersja tego pytania "Czy ma Pan pozwolenie na fotografowanie prywatnego budynku z logo prywatnej firmy?") - zaczyna ochroniarz.
-Stoję na chodniku - odpowiadam.
-Ale to jest prywatny budynek.
-A to jest publiczny chodnik.
-No, fakt... - przegrywa bitwę ochroniarz.
Następnie następuje albo całkiem miła pogawędka o tym, co właściwie fotografuję (odpowiadam różnie, choć zgodnie z prawdą, na przykład "kolory" lub "światło"), albo mniej miła próba argumentowania, że jednak nie mam do tego prawa, którą puszczam mimo uszu. Bywa też przezabawnie, gdy ochroniarz mści się wyznaczając mi palcem na chodniku niewidzialną linię, za którą jest już teren prywatny ("niech sobie pan sprawdzi na planie miasta"). Potem staje obok i czeka, aż zrobię te nieuważne pół kroku naprzód, aby zwrócić mi uwagę. Jeszcze trochę, a nauczę się prowadzić te monotonne rozmowy nawet na moment nie przerywając pracy. Rozmowa z policją, która pewnie prędzej czy później nastąpi, byłaby interesującym przerywnikiem.

niedziela, 7 sierpnia 2011

Stykówki fotografów Magnum

Wydawnictwo Thames & Hudson wydało niedawno szalenie interesujący album zawierający stykówki takich fotografów jak Henri Cartier-Bresson, Martin Parr, Mark Power czy Cornell Capa. Świetny pomysł, gdyż na pewno niejedną osobę interesuje, jak powstawały różne znane zdjęcia, a właśnie to będzie można na stykówkach zobaczyć. Niestety nie sądzę, by w albumie znalazły się zdjęcia Marka Powera z Polski (projekt "Melodia Dwóch Pieśni"), gdyż wykonane zostały wielkim formatem. Ciekawa, a także dość droga pozycja, gdyż kosztuje 95 funtów.

piątek, 5 sierpnia 2011

Piękne zdjęcia w Starej Galerii ZPAF

Polecam wystawę "Miasta i ogrody" Macieja Kuszeli. Przyjemnie popatrzeć na tak dopracowane, niekiedy monumentalne kadry oraz wspaniałe odbitki. Właśnie te odbitki, które można tam obejrzeć, to chyba najwspanialsze (poza samym procesem fotografowania), co potrafi zaoferować fotografia analogowa. Więcej nie piszę, gdyż szczegółowy opis wisi na ścianie, a najlepiej po prostu popatrzeć. 26.08 o godzinie 18 odbędzie się w galerii spotkanie z artystą.

W sali obok wiszą zdjęcia Janusza Musiała z katowickiej dzielnicy Nikiszowiec (cykl pt. "Miasto K"). Ciekawa gra barwami i strukturą; w przeciwieństwie do zdjęć Kuszeli, w całości cyfrowa.

poniedziałek, 1 sierpnia 2011

Droga Fotografia

Długo wyczekiwany 36-ty numer Kwartalnika Fotografia ukazał się przed kilkoma dniami. Jak zawsze świetnie wydany, merytorycznie również wygląda dobrze. Niestety, jego cena to już 30zł. Drogo. Bardzo drogo. Powodem jest brak jakiegoklwiek wsparcia finansowego przez Ministertswo Kultury. Abstrahując od skandaliczności tej ministerialnej decyzji, martwi mnie co innego. Kwartalnik zwyczajnie nie może być już droższy. 30zł to cena, moim zdaniem, już ciężka do przełknięcia, nawet za tak dobre pismo. To cena książki. Trzymając w ręku nienabyty jeszcze KF zastanawiałem się, ile kwadratowych zdjęć mógłbym za te 30zł zrobić i wywołac. Za dużo. Trzymam kciuki za KF, on zwyczajnie musi przetrwać, bo nie ma innego, równie dobrego fotograficznego pisma, które nie zajmuje się bez sensu sprzętem, tylko sztuką. Boję się jednak, że jeśli KF jeszcze podrożeję, już po niego nie sięgnę, mimo ogromnej doń sympatii.

Mówiąc krótko, ktoś w Ministerstwie mógłby się porządnie stuknąć w głowę i naprawić błąd, jakim było nieprzyznanie finansowania KF-owi.

poniedziałek, 11 lipca 2011

Na przekór

Zaopatrzyłem się niedawno w zapas czarno-białych filmów, miałem kupić chemię do wywoływania, a... robię kolorowe zdjęcia. Niezbyt siebie rozumiem, ale nie narzekam, bo coś robię, a to już bardzo dużo.

Swoją drogą ten niewiele wnoszący post przerywa niespotykaną dotąd na tym blogu serię 9 postów stricte zdjęciowych z rzędu. I trudno, że pierwszy z nich pochodzi z 21.10.10.

środa, 13 października 2010

Szeroki notatnik

Z zaniedbywania jednego bloga urodził się drugi. Po prawej stronie umieściłem gadżet, który pokazuję zajawkę postów z drugiego bloga. A co tam będzie? Otóż zdjęcia panoramiczne. Portret Ulicy Warszawa działać będzie wciąż - tu będą zdjęcia kwadratowe, teksty, teksty o wystawach. Zostałem studentem, więc i czasu powinienem mieć więcej na pisanie; jest zatem nadzieja. A jak mnie wyrzucą, to już w ogóle...

PS. Gdyby ta zajawka się nie podobała, albo pojawił się pomysł na umieszczenie jej w innymi miejscu - proszę pisać.

czwartek, 11 marca 2010

Reinterpretacja


Chwila przerwy w blogowaniu spowodowana była maturalnym ogromem pracy. Niestety, zdaje się on powiększać. Powyższy motyw niewątpliwie już raz się na blogu pojawił, tylko, że nie w śniegu, a w nocy, na betonie. Interesującym doświadczeniem jest reinterpretacja zdjęć, motywów. Nie tylko dlatego, że łatwiej zaobserwować wpływ techniki na samo zdjęcie (tutaj zamiast ekstremalnie długiego naświetlania, jak poprzednio, wykorzystałem multi-ekspozycję), ale również z powodu dojrzewania fotografa wraz z upływającym czasem. Widząc ten sam motyw i fotografując go kolejny raz, ponownie zmuszam się do zastanowienia, czemu właściwie mnie on interesuje, co w nim wciąż widzę. Nawet nie znajdując odpowiedzi, pogrążam się w przyjemnej otchłani bezowocnych przemyśleń; te krótkie chwile też warto pielęgnować, są lecznicze. Poza tym zdarza się w prawdziwym świecie, iż fotograf powraca do ukończonego projektu na nowo go reinterpretując, albo czeka na efekty pracy wiele lat, zmieniając po drodze koncepcję całości niejednokrotnie. A nawet, jeśli taka reinterpretacja pozostaje jedynie ćwiczeniem, to chyba bardzo wartościowym.

czwartek, 4 marca 2010

Edward Hartwig na Facebook'u

Okazuje się, że ś.p. Edward Hartiwg nadal działa. Na Facebook'u. Hartwig dodaje tam zdjęcia oraz pisze, na przykład tak: ":)". Intrygujące. A wszystko to "lubi Piotr". Ciekawe, że łatwiej jest znaleźć nieżyjącą osobę na Facebook'u, niż kupić jej album w dobrym stanie.

środa, 16 grudnia 2009

Zaczęło się...

Swego czasu pisałem o tym, że nie można robić zdjęć w metrze. Otóż okazuje się, że jest coraz gorzej. Co dalej? Czekam, aż dojdziemy do sytuacji, w której policja będzie łapać każdego, kto uniesie "komórkę" na wysokość oczu. Nieważne, że pisze właśnie sms-a - przecież również dobrze może robić zdjęcia, które później wykorzysta w niecnym celu! Apeluję o rozsądek.

wtorek, 27 października 2009

Dziko w środku miasta

Fotografując nocą warszawskie wybrzeże Wisły, a właściwie tylko jego odcinek w okolicach budowy Centrum Kopernik, odkryłem niesamowite wprost zjawisko. Otóż w samym sercu stolicy Polski panuje dzicz! Z jednej strony przegrywające walkę o byt z naturą betonowe, monumentalne schody, położone nad brzegiem Wisły lata temu, a z drugiej strony właśnie krzaki, drzewa, dziczejąca przyroda. Liście oraz trawa i śmieci. Hałas samochodów, tramwajów i śpiew ptaków. A jakby obok tego wszystkiego cisza, przerywana co kilka minut odgłosem kroków spacerującej pary zakochanych ludzi, wzbogacana szumem wody. Warto stanąć tam na trochę, przespacerować się tym "bulwarem" w ciszy kilkadziesiąt metrów, by w końcu ze zdumieniem przypomnieć sobie, że przecież jest się w samym centrum wielkiego miasta. Przedziwne doznanie.

PS. Polecam długie naświetlania. Dają czas na obserwację tego, co znajduje się wokół.

czwartek, 8 października 2009

Fotograf bez aparatu

Dziś niejaki Kuba twierdził, iż bez robienia zdjęć "się nie da". Chciałbym wejść w bardzo krótką polemikę z tym stwierdzeniem, gdyż uważam, że się właśnie da. A wszystko z prostego powodu: fotografem się bywa, jak przypominał na tym blogu ten sam Kuba, oraz ponieważ fotografia to stan umysłu. Platońskie idee zdjęć tkwią w głowach fotografów i żaden papier czy klisza im nie pomoże, ani ich nie zmieni. I to jest dla mnie piękno fotografii.

Wiadomo, słowa jedno, czyny drugie. Myśli po raz kolejny skażone czynem. Wieść się niesie, że znów mam dwa czarno-białe filmy do wywołania. Jak zawsze, nie wiadomo, co z nich wyjdzie, szczególnie, że pierwszy z nich sporo przeszedł, ale mam nadzieję, że pokażę tu niedługo owoce mojego lipcowo-poniedziałkowego fotografowania.

Dobranoc

piątek, 3 lipca 2009

World Press Photo 2009

Od kiedy interesuję się fotografią jest to pierwszy raz, kiedy nie zobaczyłem wystawy z tego konkursu. Wątpliwości co do jego celowości i samej idei miałem zawsze, ale tym razem opadły mi ręce aż do ziemi. Po pierwsze, nie zdążyłem, gdyż wystawa odbyła się w najgorętszym (pogodowo i organizacyjnie) okresie, jaki można było sobie wymyślić - w czerwcu. Po drugie i przede wszystkim, odbyła się... w Centrum Handlowym "Złote Tarasy". Gdy o tym myślę, to po prostu brak mi słów. Do tej pory, jak na porządną wystawę przystało, dostawała ona sale w PKiN, a więc można było nad zdjęciami w spokoju pomyśleć. A teraz? Tym razem wejście było bezpłatne i z dodatkowymi atrakcjami, jak: potrącający przechodnie z lodami, zapiekankami, kebabami; popychający przechodnie z zakupami; atmosfera zgiełku, hałasu, komercyjnego pędu (to akurat być może niezły komentarz do samego konkursu...), chaosu. Dlatego też na wystawę nie poszedłem i już nie pójdę, bo się skończyła.

Z tego miejsca chciałbym podziękować organizatorom za ten jakże wspaniały pomysł i podpowiedzieć, że następnym razem można te zdjęcia powiesić na parkingu podziemnym, a najlepiej przykleić do jezdni. Przecież tyle ludzi się tam kręci każdego dnia...

piątek, 19 czerwca 2009

Myśl dnia

Wygoda fotografowania polega na tym, że zdjęcia mówią za człowieka; a ten może wówczas milczeć.

niedziela, 7 czerwca 2009

Kolor jest trudny

Jakiś czas temu praktycznie w ogóle nie robiłem zdjęć kolorowych. Czułem, że mnie w pewien sposób przerastają, są za trudne; że nie widzę tego koloru tak, jakbym chciał. Oczywiście, można powiedzieć, że zawsze fotografuje się kolorowo, ponieważ różne barwy dają różne odcienie szarości, a więc są obecne nawet na zdjęciach czarno-białych. Wydaje mi się jednak, że to zagadnienie jest trochę bardziej skomplikowane, a sam problem z barwnymi fotografiami leży w kompozycji. W drugim numerze "5 klatek" znalazłem taką wypowiedź Rafała Milacha:
Kolor bardzo potrafi zdominować kompozycję, dlatego trzeba go rozsądnie używać. Czarno-biel bardzo upraszcza (co nie znaczy, że jest łatwo robić czarno-białe fotografie), masz 2 elementy, nad którymi musisz zapanować: kompozycja (rozegranie planami), plus światłocień, bardzo ogólnie oczywiście. W kolorze dochodzi jeszcze barwa, która użyta w niewłaściwym miejscu kadru może kompletnie zburzyć jego kompozycję.

I to chyba w tym jest cała trudność z kolorowymi fotografiami, a także całe piękno, jakie można nimi kreować. Zacząłem robić zdjęcia kolorowe, bo jest wiosna, jesienno-zimowa deprecha minęła, i wszędzie widzę barwy. Postanowiłem zatem spróbować. Mimo to dużo jeszcze ścieków do Wisły wpłynie (taka metafora), zanim kolor zrozumiem.

czwartek, 1 stycznia 2009

Odtwórczy wobec myśli

Prysznic. Prysznic to z pewnością ten wynalazek, który jest głównym powodem "postępu cywilizacyjnego" ludzkości. No bo gdzie myśli się lepiej, jak nie pod prysznicem? Ja myślę tylko tam, czyli łącznie jakieś 15-20 minut dziennie.

Nie przypadkiem wstęp jest o prysznicu, gdyż przed paroma minutami wyszedłem z łazienki. I, o dziwo, coś wymyśliłem. Tym razem, co też się rzadko zdarza, woda ze słuchawki nie lała się na mnie w rytm smutków i trosk, lecz w rytm fotograficznych przemyśleń. Zastanawiałem się przed chwilą, jak to właściwie jest: czy fotografuję to, co myślę, czy jednak fotografia może być przed myślami. Innymi słowy, czy fotografując jestem odtwórczy wobec własnych myśli, czy jednak przez wizjer aparatu (choć nie zawsze jest) mogę zobaczyć coś, czego nie miałem w głowie. Co było pierwsze, kura, czy jajko? Całe te przemyślenia naszły mnie dlatego, że od kilku dni nie robiłem zdjęć (nie do końca celowo), ale za to dużo myślałem. Zorientowałem się, że wpadam w macki minimalizmu i coraz bardziej szukam kształtów, abstrakcji w tym, co widzę. Jednak nie sam fotograficzny nurt wydał mi się ciekawy, tylko ten fakt zorientowania się, uświadomienia sobie tego procesu. Czy ja wcześniej o tym nie wiedziałem? Nie widziałem, że tak się dzieje? I wtedy naszła mnie ta refleksja: oczywiście, że wiedziałem, choć być może podświadomie. Wpatrując się w tę kwadratową matówkę, czy też patrząc na świat oczami, widziałem to, co mam już w głowie. Nie chodzi tu jednak o sam fakt naśladownictwa, powtarzania schematów, czy też szukania widzianych gdzieś, kiedyś, kadrów, bo z tego zdaję sobie sprawę. Zaskoczyło mnie jednak to, że moje przesuwanie się w kierunku minimalizmu ma związek z tym, co siedzi w moich myślach. Może rozumuję w pewien sposób minimalistycznie? A może wręcz przeciwnie, moja głowa jest przeciążona skomplikowanymi sprawami, więc kiedy fotografuję uciekam od tego w proste kształty i formy? Właściwie, to nie mam odpowiedzi na te pytania, ale ciekawi mnie to niezmiernie.

niedziela, 21 grudnia 2008

Jajecznica - wywoływanie akutacyjne

Dziś w trakcie robienia jajecznicy wpadłem na pomysł, by spojrzeć na proces smażenia fotograficznie, innymi słowy: usmażyć jajecznicę akutacyjnie. Przyjmując, że smażenie trwa około 2 minut, wyglądałoby to tak:

-rozbijam jajka na patelnię
-zostawiam nieruszane przez pierwszą minutę
-po minucie kilka "przewrotek", by płynne miało się szansę bardziej usmażyć
-zostawiam patelnię w spokoju na kolejną minutę

Następnie przerywam proces wyłączając kuchenkę i po kilku minutach utrwalam za pomocą HCl. Płukanie następuje już "wewnątrz mnie".

I jak, myślicie, że się uda?