Od kiedy interesuję się fotografią jest to pierwszy raz, kiedy nie zobaczyłem wystawy z tego konkursu. Wątpliwości co do jego celowości i samej idei miałem zawsze, ale tym razem opadły mi ręce aż do ziemi. Po pierwsze, nie zdążyłem, gdyż wystawa odbyła się w najgorętszym (pogodowo i organizacyjnie) okresie, jaki można było sobie wymyślić - w czerwcu. Po drugie i przede wszystkim, odbyła się... w Centrum Handlowym "Złote Tarasy". Gdy o tym myślę, to po prostu brak mi słów. Do tej pory, jak na porządną wystawę przystało, dostawała ona sale w PKiN, a więc można było nad zdjęciami w spokoju pomyśleć. A teraz? Tym razem wejście było bezpłatne i z dodatkowymi atrakcjami, jak: potrącający przechodnie z lodami, zapiekankami, kebabami; popychający przechodnie z zakupami; atmosfera zgiełku, hałasu, komercyjnego pędu (to akurat być może niezły komentarz do samego konkursu...), chaosu. Dlatego też na wystawę nie poszedłem i już nie pójdę, bo się skończyła.
Z tego miejsca chciałbym podziękować organizatorom za ten jakże wspaniały pomysł i podpowiedzieć, że następnym razem można te zdjęcia powiesić na parkingu podziemnym, a najlepiej przykleić do jezdni. Przecież tyle ludzi się tam kręci każdego dnia...
piątek, 3 lipca 2009
piątek, 19 czerwca 2009
Myśl dnia
Wygoda fotografowania polega na tym, że zdjęcia mówią za człowieka; a ten może wówczas milczeć.
niedziela, 14 czerwca 2009
Dziewczę nr. 1 take two
środa, 10 czerwca 2009
Czarna kawa
wtorek, 9 czerwca 2009
Szewc
niedziela, 7 czerwca 2009
Kolor jest trudny
Jakiś czas temu praktycznie w ogóle nie robiłem zdjęć kolorowych. Czułem, że mnie w pewien sposób przerastają, są za trudne; że nie widzę tego koloru tak, jakbym chciał. Oczywiście, można powiedzieć, że zawsze fotografuje się kolorowo, ponieważ różne barwy dają różne odcienie szarości, a więc są obecne nawet na zdjęciach czarno-białych. Wydaje mi się jednak, że to zagadnienie jest trochę bardziej skomplikowane, a sam problem z barwnymi fotografiami leży w kompozycji. W drugim numerze "5 klatek" znalazłem taką wypowiedź Rafała Milacha:
I to chyba w tym jest cała trudność z kolorowymi fotografiami, a także całe piękno, jakie można nimi kreować. Zacząłem robić zdjęcia kolorowe, bo jest wiosna, jesienno-zimowa deprecha minęła, i wszędzie widzę barwy. Postanowiłem zatem spróbować. Mimo to dużo jeszcze ścieków do Wisły wpłynie (taka metafora), zanim kolor zrozumiem.
Kolor bardzo potrafi zdominować kompozycję, dlatego trzeba go rozsądnie używać. Czarno-biel bardzo upraszcza (co nie znaczy, że jest łatwo robić czarno-białe fotografie), masz 2 elementy, nad którymi musisz zapanować: kompozycja (rozegranie planami), plus światłocień, bardzo ogólnie oczywiście. W kolorze dochodzi jeszcze barwa, która użyta w niewłaściwym miejscu kadru może kompletnie zburzyć jego kompozycję.
I to chyba w tym jest cała trudność z kolorowymi fotografiami, a także całe piękno, jakie można nimi kreować. Zacząłem robić zdjęcia kolorowe, bo jest wiosna, jesienno-zimowa deprecha minęła, i wszędzie widzę barwy. Postanowiłem zatem spróbować. Mimo to dużo jeszcze ścieków do Wisły wpłynie (taka metafora), zanim kolor zrozumiem.
piątek, 5 czerwca 2009
Blondynki
czwartek, 4 czerwca 2009
Warto
Wybrać się na retrospektywę zdjęć Jindricha Streita na ul. Spokojnej 15, w Galerii Sztuki Mediów ASP (do 7.06!). Byłem, zobaczyłem bodaj wszystkie najbardziej znane zdjęcia tego czeskiego dokumentalisty na własne oczy, a szczękę zbierałem z podłogi długo przy niektórych ujęciach (raz ze śmiechu, raz z wrażenia). Zdecydowanie polecam. Czarno-biało tam jest.
Informacje tutaj
Zdjęcia tutaj
Może być też kolorowo. W Starej Galerii ZPAF (do 7.06!) przy pl. Zamkowym 8 wisi wystawa zdjęć Vladimira Birgusa, innego giganta czeskiej fotografii. Nie byłem, ale chcę pójść i myślę, że można w ciemno polecić.
Infromacje tutaj
Zdjęcia tutaj
Informacje tutaj
Zdjęcia tutaj
Może być też kolorowo. W Starej Galerii ZPAF (do 7.06!) przy pl. Zamkowym 8 wisi wystawa zdjęć Vladimira Birgusa, innego giganta czeskiej fotografii. Nie byłem, ale chcę pójść i myślę, że można w ciemno polecić.
Infromacje tutaj
Zdjęcia tutaj
środa, 3 czerwca 2009
Portret z gratisowym autoportretem
wtorek, 2 czerwca 2009
Dziewczęta
1.

Rozpocząłem jakiś czas temu cykl pt. "Dziewczęta". Są to zdjęcia kolorowe, kwadratowe, przedstawiające... hm, dziewczęta. W tej serii jest już kilka zdjęć, a pewnie będzie więcej, bo mi się pomysł spodobał. Myślę, że już oglądając zdjęcie powyżej można się zorientować, o co mniej więcej w tym cyklu chodzi, a jeśli nie, to trzeba czekać na następne :) Tymczasem New collection, czyli dziewczę z budynkiem w tle.

Rozpocząłem jakiś czas temu cykl pt. "Dziewczęta". Są to zdjęcia kolorowe, kwadratowe, przedstawiające... hm, dziewczęta. W tej serii jest już kilka zdjęć, a pewnie będzie więcej, bo mi się pomysł spodobał. Myślę, że już oglądając zdjęcie powyżej można się zorientować, o co mniej więcej w tym cyklu chodzi, a jeśli nie, to trzeba czekać na następne :) Tymczasem New collection, czyli dziewczę z budynkiem w tle.
niedziela, 31 maja 2009
Lakoniczna notka o reaktywacji
Po kilkumiesięcznym rozbracie z aparatem i fotografią w ogóle, od jakiegoś czasu znów robię zdjęcia. I, co ciekawe, kolorowe, a również długie, nocne ekspozycje. Innymi słowy, ta lakoniczna notka sugeruje, iż niedługo... pojawią się tu nowe obrazki.
PS. Czy ktoś zna miejsce, w którym zeskanuję film 120 za mniej niż 4.50zł za klatkę?
PS. Czy ktoś zna miejsce, w którym zeskanuję film 120 za mniej niż 4.50zł za klatkę?
piątek, 9 stycznia 2009
Koniec tego
Koniec. Korzystając z tego, że aparat jest w serwisie, zawieszam go na kołku. Nie mam więcej ochoty fotografować, w ogóle nie mam na nic ochoty. Nie sądzę, by na tym blogu prędko się coś pojawiło, jeśli w ogóle się kiedyś pojawi. Dzięki za wszystkie odwiedziny i dobranoc, znikam.
czwartek, 1 stycznia 2009
Odtwórczy wobec myśli
Prysznic. Prysznic to z pewnością ten wynalazek, który jest głównym powodem "postępu cywilizacyjnego" ludzkości. No bo gdzie myśli się lepiej, jak nie pod prysznicem? Ja myślę tylko tam, czyli łącznie jakieś 15-20 minut dziennie.
Nie przypadkiem wstęp jest o prysznicu, gdyż przed paroma minutami wyszedłem z łazienki. I, o dziwo, coś wymyśliłem. Tym razem, co też się rzadko zdarza, woda ze słuchawki nie lała się na mnie w rytm smutków i trosk, lecz w rytm fotograficznych przemyśleń. Zastanawiałem się przed chwilą, jak to właściwie jest: czy fotografuję to, co myślę, czy jednak fotografia może być przed myślami. Innymi słowy, czy fotografując jestem odtwórczy wobec własnych myśli, czy jednak przez wizjer aparatu (choć nie zawsze jest) mogę zobaczyć coś, czego nie miałem w głowie. Co było pierwsze, kura, czy jajko? Całe te przemyślenia naszły mnie dlatego, że od kilku dni nie robiłem zdjęć (nie do końca celowo), ale za to dużo myślałem. Zorientowałem się, że wpadam w macki minimalizmu i coraz bardziej szukam kształtów, abstrakcji w tym, co widzę. Jednak nie sam fotograficzny nurt wydał mi się ciekawy, tylko ten fakt zorientowania się, uświadomienia sobie tego procesu. Czy ja wcześniej o tym nie wiedziałem? Nie widziałem, że tak się dzieje? I wtedy naszła mnie ta refleksja: oczywiście, że wiedziałem, choć być może podświadomie. Wpatrując się w tę kwadratową matówkę, czy też patrząc na świat oczami, widziałem to, co mam już w głowie. Nie chodzi tu jednak o sam fakt naśladownictwa, powtarzania schematów, czy też szukania widzianych gdzieś, kiedyś, kadrów, bo z tego zdaję sobie sprawę. Zaskoczyło mnie jednak to, że moje przesuwanie się w kierunku minimalizmu ma związek z tym, co siedzi w moich myślach. Może rozumuję w pewien sposób minimalistycznie? A może wręcz przeciwnie, moja głowa jest przeciążona skomplikowanymi sprawami, więc kiedy fotografuję uciekam od tego w proste kształty i formy? Właściwie, to nie mam odpowiedzi na te pytania, ale ciekawi mnie to niezmiernie.
Nie przypadkiem wstęp jest o prysznicu, gdyż przed paroma minutami wyszedłem z łazienki. I, o dziwo, coś wymyśliłem. Tym razem, co też się rzadko zdarza, woda ze słuchawki nie lała się na mnie w rytm smutków i trosk, lecz w rytm fotograficznych przemyśleń. Zastanawiałem się przed chwilą, jak to właściwie jest: czy fotografuję to, co myślę, czy jednak fotografia może być przed myślami. Innymi słowy, czy fotografując jestem odtwórczy wobec własnych myśli, czy jednak przez wizjer aparatu (choć nie zawsze jest) mogę zobaczyć coś, czego nie miałem w głowie. Co było pierwsze, kura, czy jajko? Całe te przemyślenia naszły mnie dlatego, że od kilku dni nie robiłem zdjęć (nie do końca celowo), ale za to dużo myślałem. Zorientowałem się, że wpadam w macki minimalizmu i coraz bardziej szukam kształtów, abstrakcji w tym, co widzę. Jednak nie sam fotograficzny nurt wydał mi się ciekawy, tylko ten fakt zorientowania się, uświadomienia sobie tego procesu. Czy ja wcześniej o tym nie wiedziałem? Nie widziałem, że tak się dzieje? I wtedy naszła mnie ta refleksja: oczywiście, że wiedziałem, choć być może podświadomie. Wpatrując się w tę kwadratową matówkę, czy też patrząc na świat oczami, widziałem to, co mam już w głowie. Nie chodzi tu jednak o sam fakt naśladownictwa, powtarzania schematów, czy też szukania widzianych gdzieś, kiedyś, kadrów, bo z tego zdaję sobie sprawę. Zaskoczyło mnie jednak to, że moje przesuwanie się w kierunku minimalizmu ma związek z tym, co siedzi w moich myślach. Może rozumuję w pewien sposób minimalistycznie? A może wręcz przeciwnie, moja głowa jest przeciążona skomplikowanymi sprawami, więc kiedy fotografuję uciekam od tego w proste kształty i formy? Właściwie, to nie mam odpowiedzi na te pytania, ale ciekawi mnie to niezmiernie.
środa, 31 grudnia 2008
Optyk na Ursynowie
Żegnając się ze starym rokiem wrzucam zdjęcie z Ursynowa, a zarazem zdjęcie z ostatniego filmu, jaki moją Yashicą D skończyłem. Nie wiem, czy jest w tym zdjęciu cokolwiek ciekawego, ale jakoś się z odchodzącym rokiem pożegnać trzeba.

Właściwie, to jak się dobrze zastanowić, nie jest to zdjęcie z Ursynowa. Ursynów, jaki wtedy widziałem i jaki znam, jest inny. Pusty, monotonny, niski, schematyczny. A to zdjęcie? Pewnie mogłoby powstać wszędzie. To chyba jednak bez znaczenia. Ot, taka refleksja.

Właściwie, to jak się dobrze zastanowić, nie jest to zdjęcie z Ursynowa. Ursynów, jaki wtedy widziałem i jaki znam, jest inny. Pusty, monotonny, niski, schematyczny. A to zdjęcie? Pewnie mogłoby powstać wszędzie. To chyba jednak bez znaczenia. Ot, taka refleksja.
poniedziałek, 29 grudnia 2008
Nad Wisłą minimalizm
Patrzyłem, patrzyłem i w końcu wrzucam. Oglądałem to zdjęcie tak długo dlatego, że odbitka bardziej mi się podoba, niż ten skan. Nie jestem pewien, w czym rzecz, w każdym razie wolę odbitkę. To pierwsze i pewnie nie ostatnie minimalistyczne zdjęcie znad Wisły, ponieważ ostatnio tak właśnie patrzę na tę czystą inaczej rzekę. "Czystą inaczej" nie znaczy, że jej nie lubię, bo lubię, całkiem nawet bardzo.
Domy w nocy
Jest noc, znowu. Przed chwilą pod prysznicem przypomniałem sobie o pewnym fotografie, który za cel swoich zdjęć często obiera sobie domy w nocy, a nazywa się Todd Hido. Niedawno byłem na jego wystawie i spotkaniu z nim samym, na którym powiedział, że zdjęcia robi praktycznie tylko w USA, bo w Europie jakoś mu nie wychodzi. Próbował, robił zdjęcia w Paryżu, ale to nie jest to, co w Ameryce. Cytując innego bloga "Ciekawe, prawda?".
Chyba jutro (dziś) wrzucę kolejne, moje zdjęcie. Muszę tylko jeszcze trochę na nie popatrzeć.
Chyba jutro (dziś) wrzucę kolejne, moje zdjęcie. Muszę tylko jeszcze trochę na nie popatrzeć.
środa, 24 grudnia 2008
Nad Wisłą
wtorek, 23 grudnia 2008
Streetphoto by Bruce Gilden
Kilka chwil temu znalazłem taki oto filmik na TyTubo. Wow! Tak robi zdjęcia uliczne członek Magnum ;) Jakby na to nie patrzeć, bardzo... odważne podejście do sprawy. Ciekawe, czy by to się w Polsce, w Warszawie, sprawdziło. Może czas się przekonać?
PS. Fantastyczne jest to co i jak mówi w tym filmie Bruce Gilden :)
Więcej jego zdjęć tutaj.
PS. Fantastyczne jest to co i jak mówi w tym filmie Bruce Gilden :)
Więcej jego zdjęć tutaj.
"10"
Od jakiegoś czasu gnębi mnie syndrom dziesiątej klatki i nie umiem sobie z nim poradzić. Osiągnąwszy jeden sukces(?), czyli to, że robię obecnie ciut więcej zdjęć niż wcześniej (zapewne niedługo się jakieś skany na blogu pojawią), wpadłem w kolejny dołek. Sprawa jest dziwna. Ostatnio co jakiś czas biorę aparat ze sobą, do niedawna jeszcze Yaschicę, teraz Hasselblada i ruszam w miasto. Jak zawsze, zakładam średnioformatowy film, na którym mieści się dwanaście kwadratowych klatek. Gdy dotrę w wyznaczone, lub zupełnie przypadkowe miejsce, a w każdym razie takie, w którym chcę wyjąć aparat z torby, zatrzymuję się i oglądam okolicę. Gdy już wiem, co chcę fotografować, zdejmuję dekielek i robię kolejne zdjęcia. Pstrykam, pstrykam, kolejne klatki mijają, liczba zrobionych rośnie i... dochodzę do klatki nr. 10. Zazwyczaj nie mam problemu ze zrobieniem tego zdjęcia, na nie mam jeszcze pomysł. Problem zaczyna się, gdy tę klatkę przewijam. Wtedy kończy się wszystko, nie wiem, czemu mam robić zdjęcia. Ot, pstryk, i weny brak. Prawie nigdy na jednym wypadzie nie robię więcej niż jedną rolkę, czyli 12 zdjęć, ale ostatnio jest to de facto tylko 10. Dla przykładu dwie historie, czyli dwa pierwsze negatywy zrobione na Hasselbladzie.
1. Pierwszy film postanowiłem zrobić nad Wisłą. Założyłem elegancko film do magazynku i począłem realizować moje minimalistyczne wizje. Chcą przetestować Distagona 50 kierowałem się w stronę Mostu Świętokrzyskiego, gdyż to pod nim chciałem zrobić jedno próbne, szerokie ujęcie. Gdy dotarłem na miejsce, rozstawiłem statyw i zrobiłem zdjęcie. Była to 10 klatka. Po chwili zagadnął mnie przechodzący Pan i począł opowiadać o chińskich znakach urodzenia i znakach Zodiaku. Słuchałem i jednocześnie chciałem przewinąć film. No i przewinąłem, ale za daleko, jedenastą klatkę miałem już z głowy. No nic, przewijam dalej i... znów za daleko! Nie wiem, jak to zrobiłem. Koniec końców na tym filmie zrobiłem tylko 10 zdjęć.
2. Druga historia to historia z dziś. Postanowiłem przestrzelić przeterminowanego T-maxa 100, którego "dostałem" razem z Hasslem. Tak się złożyło, że znalazłem się na Woli i bardzo mi się ta okolica spodobała. Założyłem film, choć było szaro i ponuro i fotografowałem. Trochę pochodziłem, zrobiłem kilka zdjęć i w końcu doszedłem do dziesiątego. To zdjęcie również zrobiłem, ale równocześnie z nim kompletnie straciłem wenę. Nie wiedziałem, co mam robić, nie widziałem już nic interesującego w tym miejscu. By nie tułać się bez sensu wsiadłem w autobus i wróciłem do domu. W domu zrobiłem jeszcze dwa bezsensowne zdjęcia, by jednak tego T-maxa przetestować. I tak wyszło na to, że go przewołałem...
Tak się właśnie sprawy mają. Wszystko zaczęło się jeszcze, gdy używałem Yaschici. Teraz, mając Hasselblada, jest tak samo. Dziwne...
1. Pierwszy film postanowiłem zrobić nad Wisłą. Założyłem elegancko film do magazynku i począłem realizować moje minimalistyczne wizje. Chcą przetestować Distagona 50 kierowałem się w stronę Mostu Świętokrzyskiego, gdyż to pod nim chciałem zrobić jedno próbne, szerokie ujęcie. Gdy dotarłem na miejsce, rozstawiłem statyw i zrobiłem zdjęcie. Była to 10 klatka. Po chwili zagadnął mnie przechodzący Pan i począł opowiadać o chińskich znakach urodzenia i znakach Zodiaku. Słuchałem i jednocześnie chciałem przewinąć film. No i przewinąłem, ale za daleko, jedenastą klatkę miałem już z głowy. No nic, przewijam dalej i... znów za daleko! Nie wiem, jak to zrobiłem. Koniec końców na tym filmie zrobiłem tylko 10 zdjęć.
2. Druga historia to historia z dziś. Postanowiłem przestrzelić przeterminowanego T-maxa 100, którego "dostałem" razem z Hasslem. Tak się złożyło, że znalazłem się na Woli i bardzo mi się ta okolica spodobała. Założyłem film, choć było szaro i ponuro i fotografowałem. Trochę pochodziłem, zrobiłem kilka zdjęć i w końcu doszedłem do dziesiątego. To zdjęcie również zrobiłem, ale równocześnie z nim kompletnie straciłem wenę. Nie wiedziałem, co mam robić, nie widziałem już nic interesującego w tym miejscu. By nie tułać się bez sensu wsiadłem w autobus i wróciłem do domu. W domu zrobiłem jeszcze dwa bezsensowne zdjęcia, by jednak tego T-maxa przetestować. I tak wyszło na to, że go przewołałem...
Tak się właśnie sprawy mają. Wszystko zaczęło się jeszcze, gdy używałem Yaschici. Teraz, mając Hasselblada, jest tak samo. Dziwne...
niedziela, 21 grudnia 2008
Jajecznica - wywoływanie akutacyjne
Dziś w trakcie robienia jajecznicy wpadłem na pomysł, by spojrzeć na proces smażenia fotograficznie, innymi słowy: usmażyć jajecznicę akutacyjnie. Przyjmując, że smażenie trwa około 2 minut, wyglądałoby to tak:
-rozbijam jajka na patelnię
-zostawiam nieruszane przez pierwszą minutę
-po minucie kilka "przewrotek", by płynne miało się szansę bardziej usmażyć
-zostawiam patelnię w spokoju na kolejną minutę
Następnie przerywam proces wyłączając kuchenkę i po kilku minutach utrwalam za pomocą HCl. Płukanie następuje już "wewnątrz mnie".
I jak, myślicie, że się uda?
-rozbijam jajka na patelnię
-zostawiam nieruszane przez pierwszą minutę
-po minucie kilka "przewrotek", by płynne miało się szansę bardziej usmażyć
-zostawiam patelnię w spokoju na kolejną minutę
Następnie przerywam proces wyłączając kuchenkę i po kilku minutach utrwalam za pomocą HCl. Płukanie następuje już "wewnątrz mnie".
I jak, myślicie, że się uda?
Subskrybuj:
Posty (Atom)








